Złodziej | Włóczykij | Bandyta"Znany wśród miejskiej ludności jako Valor. Przezwisko to jest oczywiście prześmiewcze, bo ten młody rabuś nie przejawia sobą żadnych wartości i musi jak najszybciej zostać przyprowadzony przed wymiar prawa.Jako osoba bezdomna po pojmaniu powinien zostać skazany na dożywotnią pracę w charakterze niewolnika, jednakże jako iż liczne przewinienia Valora obejmują także notoryczną kradzież żywności, kosztowności a także krętaczenie i kłamstwa zostanie pozbawiony następująco prawej dłoni oraz języka a następnie wystawiony na publiczne pośmiewisko i ukamienowany.Za pojmanie poszukiwanego przewidziana jest nagroda w wysokości sestera."
Sunday, 20 March 2016
Poszukiwany / Poszukiwana
Monday, 14 January 2013
Indianin
„Daleki dom, choć serce zawsze blisko.”
Kiedy flota handlowa przybiła do brzegu, jeszcze nikt nie
spodziewał się co nastąpi…
Rzucono cumy, opuszczono trapy, a na brzeg wraz z pierwszym
gwizdkiem bosmana poczęła wychodzić zmęczona wielomiesięcznym rejsem załoga, z
radością na osmalonych słońcem twarzach witając suchy ląd.
Ogromne beczki oraz skrzynie zapełnione mięsem, skórami,
owocami z dalekich lądów i innymi cennymi przedmiotami zaczęły wytaczać się
spod pokładu na szeroki dok, gdzie już czekali na nie rozkrzyczani kupcy,
wymachując jeden przez drugiego ciężkimi od denarów kiesami, by po okazyjnej
cenie móc zakupić jak najwięcej.
Rumor i ekscytacja były tak wielkie, że niemal nikt nie
zauważył jeszcze jednego „towaru”, który spięty ciężkimi łańcuchami, na
drżących kończynach, popychany bezlitośnie trzonem bosaka przez obrzydliwie
cuchnącego grogiem marynarza wywlekł się powoli z ładowni.
Niewolnicy…
Duzi, mali, silni, słabi, ci zupełnie starzy i jeszcze ledwo
odrastające od ziemi maluchy – wszyscy tak samo upokorzeni, wyrwani ze swych
krajów od rodzin i przyjaciół.
Nie byli to jednak ludzie lecz zwierzęta, a przynajmniej
„zwierzętami” nazywali ich ci, którzy złajali ich grzbiety batami i zakuli w
okowy odbierając nadzieję, dumę oraz honor. Wszystko, dzięki czemu można by
nazywać siebie wolnym.
Wśród tego sznura spętanych, na samym środku ze spuszczonym
łbem kroczył również duży, brązowy „kot” - taki sam jak cała reszta z
popękanymi od razów plecami, z futrem przybrudzonym zaschłą krwią i zaciętą,
nie złamaną wbrew przeciwnościom losu miną.
Wreszcie za rozkazem pijanego marynarza konwój ten zatrzymał
się na szczycie niskiej, drewnianej konstrukcji i stając w równym rzędzie
odwrócił się przodem do zgromadzonych niżej hałaśliwie przepychających się kupców.
Ktoś szarpał za łańcuchy, ktoś wywoływał cenę, a potem
podsadzał swój opasły bebech na schodki, by móc ocenić któregoś z niewolników
dotykając go i okręcając na wszystkie strony jak zdechłą, śmierdzącą rybę,
która nadawałaby się jeszcze na zupę – i tak w nieskończoność.
- Tysiąc. – rzucił
marynarz, brutalnie unosząc kawałkiem cienkiego kija podbródek kuguara, by
zmusić go do zaprezentowania się nabywcy – Bo
najlepiej się trzyma.
- Tysiąc?! Za najlepszą
dziwkę bym tyle nie dał, a co dopiero za ten chodzący dywan! Góra osiemset!
– krzyknął z oburzeniem kupiec.
- Dziewięćset, bo jest
zwinny i silny. Walczyć umie, więc będzie z niego więcej pożytku niż sama skóra!
- Osiemset trzydzieści
i ani grosza więcej! Jakbym chciał obrońcę, kupiłbym sobie psa, a nie
rzygającego kłakami pchlarza!
- Osiemset
pięćdziesiąt!
- Biorę!
Na te słowa, zadowolony żeglarz wypiął „zwierzę” z rzędu
jeszcze trzech niesprzedanych i z radością wymieniając ukłony z klientem,
wcisnął mu kajdany w małą, grubopalczastą dłoń o obrzydliwym, tłustym nalocie.
I to właśnie to przykuło uwagę kuguara, który niemalże
natychmiast wykorzystał nadarzającą się sytuację. Pomimo skrępowania, nie
ciążyło mu już teraz aż tak wiele łańcuchów jak w konwoju, a i nogi miał
całkowicie wolne, więc gdy tylko jego nowy „pan” zszedł wraz z nim z ostatnich
schodków targowego podestu, kot szarpnął z całej siły ciałem i tym właśnie
ruchem obalając grubasa na ziemię uskoczył zręcznie w bok.
Handlujący po wszystkich stronach ludzie okazali się na tyle
zajęci własnymi sprawami, że żadnego z nich nie obchodził uciekający co sił
kotołak, który z resztą w tych stronach nie był wcale niczym dziwnym.
Zanim wściekły kupiec zdążył krzyknąć „Straż!”,
podzwaniający okowami zwierz rozpłynął się w tłumie…
Vyrel jest jedynym synem Sobeka, najwyższego rangą myśliwego w wiosce, stąd też po ojcu
odziedziczył swoje zamiłowanie i głęboko zakorzeniony instynkt łowcy, który z
czasem pomógł mu stać się jednym z najlepiej sytuowanych mieszkańców Tehrami.
Dzięki konfliktowi terytorialnemu jaki w tamtych stronach
każdy z jego krewnych toczył od niepamiętnych czasów z Beronami (niedźwiedziołaki), kuguar przyswoił sobie zdolność otwartej walki wręcz, lecz
stanowczo lepiej czuje się ściskając w łapach długi oszczep, czy poręczny, lekki łuk.
Jako rdzenny indianin, opanował też do perfekcji sztukę jazdy konnej, co wśród „łaków”
jest doprawdy dużą rzadkością, a każdy wie że szybkość i moc wierzchowca
niejednokrotnie okazuje się bardzo przydatna w walce i pościgu za grubą
zwierzyną.
Mimo wszystko Vyrel woli
skradać się wśród wysokich traw czy zarośli i atakować nagle z pełnego ukrycia za pomocą broni dystansowej, wykorzystując
w ten sposób pełnię swoich myśliwskich umiejętności.
~~*~~
Od niedawna Indianinowi towarzyszy także Tarok - najprawdopodobniej zbiegły gdzieś z prowincji miasta Russandir, srokaty ogier, którego Vyrel przygarnął, oswoił i "przerobił" na lojalnego sobie wierzchowca.
Informacje ogólne:
- Vyrel -
- 29 lat -
- Kotołak-kuguar -
- Ameryka Północna -
- Myśliwy -
- Łuk, oszczep, nóż,
krótki miecz -
- (Jako „łak”) 91 kg
wagi, 198 cm wzrostu -
- (Jako indianin) 81
kg wagi, 188 cm wzrostu -
Thursday, 6 December 2012
Kristopher Lust'ig
| Irae sonus |
Pewna
śmierć
jego
ręce błądzą w przestrzeni
nienawiść
faluje na niebie
a
ja co? Śmiech wyłudzam
sprzedaję
szczęście ~
Kristopher
Lust'ig
Różnie
można interpretować jego imię, jednakże jego rodzice nadając mu
je – dość umiejętnie, gdyż obydwoje byli zagorzałymi
katolikami – mieli na myśli znaczenie „namaszczony”, co równie
dobrze można interpretować jako „dotknięty przez Jezusa
Chrystusa”. Cóż, kłóci się to wszakże z jego nazwiskiem, ze
względu na to, że jego pierwszy człon „lust” oznacza żądzę,
czyli coś w pojmowaniu kościoła chrześcijańskiego, coś
nieczystego, jeden z grzechów głównych. Łącząc jednak obydwa
człony razem powstaje wyraz „lustig”, który oznacza „zabawny,
śmieszny”.
A
najlepsze było to, że jego nazwisko nie zostało odziedziczone od
ojca, bądź matki, lecz nadane przez monarchę, który chciał w ten
sposób ośmieszyć rodzinę Kristophera, ze względu na jakieś
własne pobudki, a być może po prostu niechęć do rodziny Dirae.
Mówcie
mi Kris.
Mężczyzna
27
lat
Człowiek
Handlarz,
konspirator, wpływowiec,
polityczna wtyka, bibliotekarz
Jaki
on jest?
Naznaczony
klątwą. Opętaniec. Szaleniec. Człowiek o dwóch twarzach można
go nazwać. Lecz czy naprawdę chciałby, aby ktokolwiek wiedział o
tym, o jego cichym szaleństwie?
Miewa
zmienne nastroje, szybko wpada w szał. Często miewa melancholijne
dni, przy czym jego twarz wydaje się być przygaszona. On cały
zdaje się być wyniosły, pewny siebie, sprawia wrażenie jakby
zawsze wiedział co mówi.
Lubuje
się w hazardzie, mimo iż często nie ma do tego szczęścia. Jego
nałogiem są kandyzowane owoce, rodzynki i dobra herbata. Nie pije
trunków od pięciu lat. Wierzy w jednego boga, lecz nazywa go
Boginią, uznając iż to może być tylko i wyłącznie kobieta,
skoro zrodził wszystko i dopieścił każdy szczegół, niczym
opiekuńcza matka. Od zawsze uciekał od monotonnego życia, aż
wreszcie skończył w swoich własnych sidłach, mimo iż wciąż
stara się uciec od tego życiowego koła. Uwielbia kręcić i
naginać prawdę, mimo iż za często tego nie robi. Kiedy tylko
przybył do Rusaddir wziął za punkt honoru, aby zacząć kręcić
wśród znanych i wpływowych, przy czym samemu wykorzystać trochę
nutki władzy. Wprawdzie ma teraz znajomości wśród możnych, lecz
nie lubi się za bardzo wybijać ponadto.
Wygląd
Krisa
Swoje
długie nogi, jak zawsze obute w skórzane, zawiązywane rzemieniami,
wygodne w noszeniu obuwie, ułożył je na stole, jednocześnie
wyciągając się na drewnianym krześle, na którym spędzał
kolejne godziny. Płynęły one niemiłosiernie długo, a on mógł
jedynie oczekiwać jakiegoś łaskawego pana, który podejdzie i
zechce coś kupić. Odrzucił z twarzy swoje hebanowe włosy,
sięgające mu już do ramion. Kiedy to ostatnio miał czas, aby
bardziej o nie zadbać? Zaczął szarpać swoją krótką kozią
bródkę zastanawiając się nad odpowiedzią. Jego spojrzenie
złotych spojówek padło na jego w pełni obstawiony bazarowy kącik.
Wszelkie rodzaje aromatycznych herbat, biżuteria, najlepszej jakości
tkaniny, złote, srebrne, jedwabne nici, szable, miecze, przedmioty z
każdego zakątku świata upchane w tak małej przestrzeni, aż dziw,
że nie wysypywało się to jeszcze, niczym galeony z zaczarowanego
garnuszka Leprokonusa...
Wygląd
z dnia niechlujny, przeciętnie zwyczajny – nie preferował jednak
noszonych przez Rzymian tog i tym podobnych – ubrany bardziej jak
żołnierz, skórzane spodnie z wysokim stanem i opinającym pasem
również ze skóry, z klamrą w kształcie zwierzęcego łba bądź
jakiegoś bliżej nieokreślonego symbolu, lniane koszule... Pod
sercem niezgrabny, jakby rysowany na szybko tatuaż, wyglądający,
jakby był wypalony, czerwone linie, kreski, półkola i zawijasy
tworzące skomplikowany wzór przypominające od bólu jaszczurkę.
Krawędzie są czarne, jakby przydymione...
Przez
łopatki, wzdłuż pleców biegną szarpane blizny po licznych
batach, które w przeciągu całego, dość krótkiego fakt faktem
życia oberwał.
W
późne popołudnie rzuca bazarowy styl, swoją wystawę zbiera i
zaciąga ją do mieszkania, które wynajmuje już od dobrych dwóch
lat. Z mentalną precyzję wbija się w mieszczańską togę i rusza
w stronę swojego drugiego domu, wśród starych kart zapisywanych
przez wieki, starych zatęchłych ksiąg, zwijanych w rulon wierszy –
biblioteka. Dopiero tam może doznać ukojenia myśli. Długie,
wysokie i uginające się od nadmiarów papierowych informacjach
półki dają mu wewnętrzny spokój. To jego druga praca.
~Wzrostu
ma około 180 cm.
~ Złote,
koloru miodu wręcz oczy.
~ W
jego spojrzeniu można dostrzec ile przeszedł przez życie.
~ Hebanowe,
czarne niczym skrzydła kruka włosy.
~ Długie,
umięśnione przez częste piesze podróżowanie nogi.
~ Raczej
nie można opisać jego sylwetki atletyczną, lecz ma w sobie inną
siłę, która od wielu lat mu dobrze służy. Siłę umysłu.
(kontakt ze mną: gg 41584150)
Sunday, 11 November 2012
Waluta oraz Handel
Waluta
W czasach Cesarstwa Rzymskiego podstawową walutę stanowił miedziany sestertius. W użyciu było również wiele innych monet, o wielkości większej lub mniejszej, dokładny ich spis oraz wartości znajduje się poniżej. Głównymi metalami, które stanowiły formę zapłaty były miedź, srebro i złoto jednak klejnoty oraz perły były równie popularne.- kwadrans (miedziany, 1/16 sestertius)
- semis (miedziany, 1/8 sestertius)
- as (miedziany, równy ¼ sestertius)
- dupondius (miedziany, ½ sestertius)
- sestertius | sester ( miedziany)
- denarius | denar (srebrna, 4 sestertius)
- aureus (złota, równa 100 sestertius)
Handel
Należy również podkreślić, że we wczesnych wiekach naszej ery główną formą handlu był barter. To właśnie to wymiana bezgotówkowa (tj. towar/usługa za towar), pozwalała biednym na zapewnienie sobie bytu.
|Rozbudowane informacje fabularne nadal w budowie.|
Gabriel
Imię: Gabriel (wśród ludzi znany jako Rafael)
Wiek: 27 lat
Ranga: Przywódca kotołaków
Historia: Urodził się parę lat przed wojną (która wybuchła w roku 295), w
rodzinie książęcej. Kiedy dorósł, zginął ówczesny książę i rodacy wybrali
Gabriela na przywódcę. Ambitny młodzieniec obrał za cel zniszczenie wilków z
Canavar, a następnie zdobycie Rusaddir. Najpier jednak musi zjednoczyć swój
lud, co nie jest łatwym zadaniem, gdyż najbogatsze kotołaki mają własne armie i
nie zawsze zgadzają się z decyzjami księcia…
Umiejętności i charakter: Jest władcą nie znoszącym sprzeciwu, surowym i
bezwzględnym. Posiada podstawową wiedzę magiczną, ale preferuje tradycyjną
walkę łukiem i sztyletem. Szybki i zwinny w walce jest bardzo niebezpieczny.
Jednak jego gwałtowny temperament sprawia, że często działa pod wpływem emocji,
czego później żałuje.
(Nie mam czasu na razie, aby napisać coś bardziej ambitnego... Może kiedyś
to rozbuduję.
Arts by balaa & anndr)
Tuesday, 6 November 2012
Fabula Parva
...czyli dla tych, którzy zaczynają się gubić. (Tak jak ja!)
Październik 317 w Werelands
Jak każdy pewnie wie, nasz przygoda rozpoczyna się w czasie stosunkowo poważnego kryzysu ekonomicznego dla małego, rzymskiego miasteczka Rusaddir. Mimo wszystko wielu by powiedziało, że nie jest jeszcze tak źle...
Rzeczy między wilkami i kotołakami mają się dziwnie spokojnie.Aż za spokojnie jak na gust Mossheart, która obawia się najgorszego. Dlatego też właśnie wraz ze swym dowódcą wojsk, Marsem, wybiera się na tajną misję mającą na celu odnalezienie opianą legendą wojowniczki Realynn. Poszukiwana odłączyła się od klanu niedługo po zakończeniu wojny obierając drogę samotniczki. Oczywiście przysporzyło to wiele kontrowersji wśród stadnych wilkołaków-tradycjonalistów.
Szczęście sprzyjało jednak wilczej przywódczyni i udało jej się odnaleźć Realynn. Przypomniawszy jej o czasach, gdy to razem szkoliły się na wojowników i wspominając o trudnej politycznej sytuacji, Mossheart nakłoniła zdziczałą assanynkę do powrotu do Canavar i objęcia starej pozycji oficera.
Zadziwiające może się okazać jednak nastawienie Marsa, dowódcy wojsk który zamiast cieszyć się z powrotu wojowniczy staje się raczej nerwowy i nadmiernie przezorny. Tak jak każdy inny wie, że Realynn jest głównie symbolem wilczych przygotowań do wojny. której ona sam... nie chce.
Wilkołakom bowiem nieznana jest znajomość ich kapitana z Prae Att'Him - wpływową kotołaczką zajmującą się paramilitarią. Ów nieprawdopodobny związek zrodził się, gdy oboje zostali pojmani przez ludzi i wsadzeni do jednej celi, gdzie mogli albo pozabijać się nawzajem lub połączyć siły by wspólnie uciec. Tak też uczyni w między czasie wiele dyskutując i odkrywając, że ich rasy wcale nie różnią się tak bardzo jak jest to ogólnie przejęte.
Po tej przygodzie spotykali się wielokrotnie, wymieniając wieści z wiosek i współpracując nad osiągnięciem pokoju pomiędzy skłóconymi rasami.
Wśród wilkółaków również wiele nabroił Wagtail... Młodzian jest bowiem nie tylko (miernym lecz ambitnym) wojownikiem, ale i muzykiem. I to własnie muza sprowadziła go na trop tajmniczego "zapomnianego akordu" który wedle legendy jest w stanie zdobyć łaskę bogów. Widząc swą szansę by przekonać cały świat o swym bohaterstwie Pliszka rozpoczął swe poszukiwania pieśni, w której objawiona jest droga do akordu... Zadanie jednak nie jest proste, pieś bowiem jest dobrze strzeżona przez magów.
Jego miejskie wyprawy rozpoczęły jednakoż dość nietypową przyjaźń z młodą wdową po rzymskim oficerze - Noreen. Przedstawiając się jako Dariusz, młody wilkołak popadł ofiarą jej osobistego uroku, co doprowadziło do dziwnych skutków, gdy kobieta okazała się łowczynią.
A tak przynajmniej wydawało się wilkołakom, które zostały zaatakowane przez Noreen i byłego gladiatora Gogh'a podczas leśnej musztry. Oczywiście łagodna irlandka znalazła się w towarzystwie bestialskiego łowcy całkiem przez przypadek, ciężko w to było jednak uwierzyć wilkom.
Jednym z zaatakowanych był właśnie Wagtail, który tamtej nocy dokonał swej pierwszej egzekucji na człwieku. Mocno wstrząśnięty tym wydarzeniem, jak i zawiedziony pozycją Noreen, zaczął szukać pocieszenia w Realynn, która postanowiła wziąć go pod swoje skrzydło i zmienić w prawdziwego żołnierza. Na razie jednak, owa zaostrzona musztra ogranicza się do noszenia Noreen posiłków. Czy długo jeszcze zdoła ukryć swą podwójną osobowość rozgadany młodzian?
W międzyczasie w Biralli Gabriel czuje wzrastający w jego wiosce niepokój. Wysoko urodzone kotołaki zaczynają panoszyć sięi tworzyć osobiste armie, planując wojnę za jego plecami. Zdaje się, że jego wysiłki organizacji swego ludu jak i pacyfistyczne akcje Prae prowadzą do nikąd.
Wyżej wymieniona kotka, jednakoż nie próżnuje, wiedząc jak mało ma czasu. Jej najnowszym planem jest ustabilizowanie pozycji magów, którzy zdają się jej najbardziej opanowaną kastą kociego społeczeństwa. Rozpoczęła działania w tym kręgu poprzez przekupienie ludzkiego maga Calamusa, byłego ucznia znanego nekromanty. Obiecując w zamian ratowanie jego dobrego imienia i sowitą zapłatę rozpoczęła zakopowanie potężnych zaklęć, które w jej mniemaniu mogą okazać się w stanie powstrzymać obie armie w czasie ewentualnej wojny.
Tymczasem w Canavar Mossheart gościła ostatnio nietypowego gościa w postaci Neisserii, starej wiedźmy szanowanej jak i nienawidzonej w głębi ducha przez wszystkie wciąż żywe stworzenia. Czarownica, jak na nią przystało nie wyjawiła wiele za to krytykowała wszystko (poza zastawą wilczego ratuszu, która po tej wizycie nie trafiła już do kuchni). Pomiędzy wierszami oczywiste było jednak, że wilkołaki mają, a dokładniej będą mieć w niedługim czasie coś, co niezwykle staruchę interesuje i co, jeśli Mossheart odda je pod piecze Neisserii może zapewnić im przewagę nad kotami.
Burzliwy był to miesiąc, który zakończyć miał się wielkimi celebracjami w ludzkim mieście. Podczas, gdy na niebie Rusaddir miały zalśnić fajerwerki, głęboko w katakumbach też lśniło... O tak, nekromanci może i zostali wygnani z miasta, nie przenieśli się jednak daleko.
|EDIT| Nie liczę nawet literówek, jakiś inny zdolny admin je poprawi. Wszystkie inne błędy które popełniłam w opsie wydarzeń śmiało proszę zgłaszać. Jakże bym mogła pozwolić na błędy w kronice. To samo tyczy się innych wątków które popełniłam :3 Dawać znak to podopisuję.
Monday, 5 November 2012
Wagtail | Dariusz
Wagtail 'Pliszka',
pomiędzy ludźmi znany jako Dariusz.
17 lat
Wilkołak z Canavar
Szeregowy, prawdopodobnie najmłodszy członek wilkołaczego wojska.
Chuderlak o głęboko brązowych oczach. Wyrusł niesamowicie przez ostatnie dwa lata i liczy sobie teraz bite 180cm. Szybki przyrost ciała, odebrał mu jednak nieco koordynacji. Dość chatyczny w walce, jego preferencją są dwa miecze.
Odkąd tylko nauczył się czytać, wiedział, że chce zostać żołnierzem i przybrał Marsa jako swego modela.
Pasjonuje go muzyka i liryka. Jego twarz posiada właściwie tylko dwie ekspresje - szczery, słodki uśmiech lub głębokie zamyślenie, kiedy to ściąga brwii w charakterystyczny sposób.
Ostatnimi czasy wiele się jednak dla niego zieniło... Podczas ostatniego ataku ludzkich łowców Wagtail zabił po raz pierwszy człowieka i w zdumieniu odkrył, że brzmi to zdecydowanie przyjemniej w księgach. Pomocą w walce z szokiem okazała się Realynn, która najlepiej jak umiała wytłumaczyła młodzianowi, na czym polega droga wojownika.
Całe to zajście pomogło Pliszce zrozumieć jedno - jeśli ma ratować swą wioskę, musi to zrobić w sposób dla niego najbardziej odpowiedni - poprzez muzykę.
"
Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje "
Pan cieszył się gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje "
Raz męczenik, zawsze męczennik. Idąc starą legendą, Dariusz odkrył coś co być może zdoła uratować Canavar przed klęską pod ciężarem opatrzonych w magię kotołaków.
Sunday, 4 November 2012
Randel Chayne
Jest mężczyzną, co więcej człowiekiem.
Z zawodu jest dwulicowy, pasjonuje go śmierć.
Tak, jest Nekromantą.
Całkiem pysznym nekromantą.
Ma szklane oko, ale to nic takiego.
Ot, jedna z wielu bestialskich sztuczek.
Jest jak każdy człowiek pełen zalet i wad. Ciężko u niego powiedzieć które są które, jest bowiem zmienny i skłonny do dopasowań niczym woda. A właściwie to jak bagno. Daleko mu przeto do czystości. Owija się w okół swej ofiary, wabi ją błędnym ognikiem w postaci srebrników lub uroków tylko po to by zamienić się w trzęsawisko. Można się w niego jedynie zapaść.
Upaść razem z nim.
Tak, zdaje się, że Randel nie ma własnego charakteru.
Na pewno można powiedzieć tylko, że jest inteligentny i wyniosły. Ah, no i dotrzymuje słowa. Problem jest tylko taki, że nigdy go nikomu nie daje.
Odrobina litości, muści publiczności, mówimy przecież o czarnym magu.
Nie jest zły, nie do szpiku kości. Jeśli o to zapytasz, sam zaprzeczy i wytłumaczy, że po prostu ma inną wizję idealnego świata od większości społeczeństwa. Zwyczajnie intryguje go śmierć, tak jak intruguje ona każdego filozofa, smakuje mu władza, tak jak każdemy kucharzowi smakują winogrona, kusi go nieograniczonośc, ale czemuż nie? Każdy z nas jej choć trochę pragnie, sęk w tym, że nieliczni mają czelność o nią prosić.
Historia kołem się toczy, jeśli zrozumiecie mój subtelny żart.
Oczywiście dla czarnego maga zabawy ze śmiercią to nic takiego, ktoś powiedział przeto kiedyś mortuorum possunt saltare. W mniemaniu Randela ów osobnik się nie mylił.
Miał kiedyś kochankę, jedną niezwykle wierną, lecz zmarła na tyfus nim urodziła mu kiegokolwiek potomka. Nie dlatego jednak interesuje się nekromantią, o nie! On po prostu chce się pobawić, zdobyć trochę szacunku, wywołać nieco strachu.
Raz jedyny miał ucznia, Calamusem go zwali. Nie poszedł w jego ślady, na skrzyżowniu dróg się rozstali. Teraz Calamus odziedziczył po swym mistrzu sklep z zaklęciami, podczas gdy sam uzurpator w katakumbach się czai. Planuje swój rewanż, na tych co w pełni odebrali mu światło dnia, no i szuka wyzysku... W postaci wilczego i kociego mienia.
|napomknę jeszcze na marginesie, że przyjdzie czas, gdy Randel podejmie jeszcze raz uczenia. na razie nie skrzyżował jednak dróg z godnym młodzianem... jeśli komuś chcę się grać, młodego, ambitnego bledziucha to proszę dajcie mi znać. może uda nam się razem coś zrobić.|
ARTWORK IN THIS POST (c) *anndr
Monday, 29 October 2012
Vroen Gard
VROEN GARD
![]() |
| Vroen Gard / by Alan Lathwell |
OGÓLNE
Nie wiadomo czy to jest jego prawdziwe imię, czy tylko tytularne. Vroen Gard. Tak właśnie jest zwany przez tych, którzy mieli z nim do czynienia ( i przeżyli ! ). Nikt jednak nie zna jego prawdziwego pochodzenia. Mówi się, że podróżuje on po świecie często zatrudniając się jako najemnik. Za dobrą płacę jest w stanie wykonać każdą robotę. Poczynając od zwykłego doręczycielstwa, poprzez ochronę, eskortę, śledztwo, aż do przemocy i zabójstw. Nie jest jednak psychopatą, który z zimną krwią zamorduje niewinną osobę. Co więcej mówi się też, że w swoim zyciu kieruje się tajemniczym kodeksem oraz poszykuje rzeczy, której w przeszłości utracił.
APARYCJA
Zaczynając od budowy ciała Vroen jest wysokim i szczupłym mężczyzną o szerokich barkach, wydatnej klatce piersiowej i płaskim brzuchu, a także o ramionach których nie powstydził by się najlepszy z kowali. Jego długie,lekko falowane i opadające do ramion złociste włosy, krótka broda obejmująca owal twarzy, a także rumiane policzki świadczą o tym, że człowiek ten pochodzi z północy.Jego oczy zaś mają kolor błekitu. Posiada także, szpecąca bliznę biegnącą od lewego ramienia przez szyję do poziomu lewego ucha. Można także go rozpoznać po jego nieodłącznym elemencie ekwipunku - złowrogim hełmie z rogami wykręconymi na tył.
CHARAKTER
Trudno jest orzec jakim człowiekiem naprawdę jest Vroen, ale ci którzy go znają powiadają, iż jest on człowiekiem "pustą skorupą". Nie ma w nim zarówno złości, gniewu, smutku jak i radości, uśmiechu. Nie wiadomo czy taki stan został wywołany przez jakieś jego wydarzenie z przeszłości czy sposób jego wychowania. To są jego tajemnice i jego demony przeszłości...
ÓWCZESNOŚĆ
Jego podróż doprowadziła go do Półwyspu Apenińskiego. W związku z konfliktem religijnym, a także problemem wilkołaków i kotołaków ma nadzieje na zarobek i odnalezienie utraconej rzeczy...
Monday, 22 October 2012
Uosobienie śmierci.
"Zawsze wolałam ratować życie niźli je odbierać.
Ale jeśli mój ród wyśle mnie, bym zabijała,
Będę zabijać."
Ale jeśli mój ród wyśle mnie, bym zabijała,
Będę zabijać."
~ Lynn.
Pełna godność tej zarazy brzmi Realynn, Tancerka Ostrzy.
Jednak posiada wiele imion, jeszcze więcej oblicz.
W razie, gdybyś źle zniekształcił jej imię, ona zręcznie przekształci Twój pysk.
Najbardziej trafne formy, za które z pewnością nie zostaniesz brutalnie zbesztany to "Lynn" lub "Dżuma".
Jednak posiada wiele imion, jeszcze więcej oblicz.
W razie, gdybyś źle zniekształcił jej imię, ona zręcznie przekształci Twój pysk.
Najbardziej trafne formy, za które z pewnością nie zostaniesz brutalnie zbesztany to "Lynn" lub "Dżuma".
Wiek jej nie jest rzeczą istotną, zwłaszcza dla Ciebie. Dotkliwie zatopi w Tobie kły, jeśli spytasz.
Potrzeba Ci wiedzieć, że swoje pod skórą ma, a doświadczeniami nabrała karku.
Pochodna od wilka grzywiastego, w formie humanoidalnej mierzy sobie 192 cm. Bez uszu.
Pragnie zająć stanowisko świętej pamięci ojca-oficera, póki co zdobywa zaufanie dowódcy wojsk. A przynajmniej się stara... Zaciska przy tym zęby, do czasu zapewne. Ale nie jest głupia.
Dzika, aczkolwiek nie głupia.
![]() |
| Ludzka forma | by Luis Royo. |
Oficjalnie niewiele wiadomo zarówno o jej życiu, jak i o niej samej. To może przytłaczające dla większości ogółu, ale Lynn nie lubi wyjawiać całej prawdy i miewa się w tym całym swoim niepełnomówstwie całkiem dobrze. Do tej pory nie zatonęła w oceanie własnych kłamstw, kłamstewek. Ludzie, koty - nawet wilki! - toczą dysputy i układają legendy poświęcone w pełni tej niebanalnej postaci, będącej niezwykle złożoną w swej prostocie. Trudno jest porównać ją do jakiegokolwiek wzorca, jest bowiem zbiorem przeciwstawnych sobie wartości i zasad. Szpeczą, że postradała rozum w swym umiłowaniu do przelewu krwi. Niestety nie można stwierdzić tego na pewno, nie wypada też wykluczyć.
Jedno tylko jest ze stuprocentową pewnością wiadome. Wyryte gdzieś w głębi skrzących się błękitem nieba oczu: jest nieprzewidywalna. Na co dzień lubi skrywać się za fasadą pozorności. Nic nie zdradzi jej samopoczucia, jeśli ona sama tego nie zapragnie. Pierwej namyśli się dwa razy, co zechce Ci ukazać. Nie czuje się swobodna w niczyim towarzystwie. Jednak i od tej reguły jest wyjątek, a mianowicie głowa wilczego rodu. Tylko jej przypadł zaszczyt ujrzenia Realynn w pełnej krasie, a nie jest ona nijaka. Odrobinę wyobraźni, panie i panowie, z nią nie sposób się nudzić. Do łba wdzierają jej się przeróżne pomysły, rozmaite w skutkach. Zew krwi jednak nigdy nie przesłania zdrowego rozsądku, jeśli takowy panna Lynn w ogóle posiada. Ale taki był, jest i będzie jej wątpliwy urok. Nigdy nie zostanie w pełni przypisana czemukolwiek. Należy, jak większość istot, do Leśnych Duchów.
"Specjalizacje? Będę tym, czym chcesz, żebym była."
Ukończyła trening konieczny, by być zdolną do starcia w szeregach wilczej armii. Nie powiem, żeby miała swój własny styl walki. Kopiuje zręcznie ruchy przeciwnika, aby wkrótce przejąć ofensywę, bądź też pozostać przy defensywie. Nigdy nie opracowała jakiejś specjalnej taktyki. Myśli na gwałt, planuje i odpowiada w trakcie starcia. Lubi kuć żelazo póki gorące, więc nie myśl, że jeśli kolwiek dostaniesz się w jej łapy... Wyjdziesz z tego obronną ręką. Choć w zasadzie otoczenie jest jej bronią i ogółem mówiąc potrafi do ataku i obrony wykorzystać niemal wszystko. Jakby nie patrzeć, najlepiej czuje się z ostrzem pod palcami. Nie ważne, czy jest to sztylet, miecz, topór, czy może kosa. Byle sieczne. A żeby jeszcze obustronne! Lynn znajdzie się w swym żywiole. Kombinacje, manewry i kolejki jakie tworzy w swym śmiertelnym tańcu, składają się na całkiem skuteczną machinę zagłady. Cięciem miecza z półobrotu skosiła kiedyś kolejno dwa kocie łby. To jej rekord. Dąży do tego, by go pobić. Wyczyn ten pozwolił jej cieszyć się jakże chlubnym mianem Tancerki Ostrzy. Co więcej, podobnie do kotów, lubi zabijać na odległość. Z jej zasługami taka profilaktyka jest wręcz wskazana. Nie robi tego jednak ni łukiem, ni magią. Bestia ta bowiem, specjalizuje się w rzutach nożami. Jej ulubieńcem, z całego niosącego zgubę arsenału, został wiele lat temu wierny towarzysz łaczki, Obsydian. Nie, nie. Nie mówię o istocie. Mowa o obusiecznym mieczu, który przekazał jej ojciec wraz z ukończeniem siódmych urodzin. Dlaczego właśnie "Obsydian"? To pytanie zadają sobie żyjący od wielu lat. W tajeminicy zdradzę, że drugiej takiej broni nie znajdziesz w całym Rzymie, a może i nawet na kontynencie. Cały sekret tkwi w jej wykonaniu. Na zlecenie rodziców, dla świeżo bytującej na świecie Dżumy, niemal z pierwszym jej oddechem wykuto go z obsydianowej skały, aby potem powlec żelazną powłoką. To jeden z niewielu podobnych eksperymentów.
Całkiem nieźle idzie jej skradanie się. Przez lata, nauczona doświadczeniami, wyrobiła w sobie względne poczucie równowagi, z którego na prawdę ciężko jest ją wytrącić. Chociażby z racji faktu, iż najpierw należaloby zbliżyć się do niej bardziej, niż na odległość paru łokci... Gorzej ma się umiejętność kamuflowania. Płomienna sierść odznacza się w terenie, że już o jarzmie błękitu płonącego w jej ślepiach nie wspomnę. Dlatego właśnie, preferuje ataki otwarte. Nie zwykła zachodzić od tyłu, mawia się, że to niegodne... Nigdy z frontu, byłaby widoczna. Szarży należy się spodziewać z każdej strony, poza wspomnianymi. Jeśli jednak zdarzy jej się wbić nóż w plecy, zgon jest niemal natychmiastowy. Zrywa ścięgna i szczerbi kości, wprawną ręką okręcając ostrze w mięśniach, tak jak robi się to z kluczem we wrotach. A jedyną i ostatnią rzeczą, jaką dane Ci będzie poczuć, pozostanie gorące tchnienie na karku...
"Nigdy nie baczyłam na to, co spotkało mnie w przeszłości.
Nie warto wspominać swądu palonej skóry, na twarzy stężałej bólem,
Nie warto wspominać swądu palonej skóry, na twarzy stężałej bólem,
Przyszłość z kolei jest niepewna.
Dlatego żyję chwilą..."
Urodziła się we śnie. Małe, chuderlawe ciałko nie zdradziło siły ducha tej niepozornej istoty. I choć szamani z rejonu spisali ją na straty, opiekunowie nie poddali się. W równonoc udali się ze szczenięciem do miejsca zwanego przez wilki Zagajnkiem Cieni, skrytego głęboko w leśnej głuszy. Tam modlili się żarliwie, by pomóc jedynemu dziecku wyrwać się z objęć Hadesu. Powołali się na Dusze Lasu. wiara ojca i łzy matki tonące w nadziei przelały czarę niedoli. Duchy ułaskawiły niemowlę, kładąc nań piętno. Jedna z opowieści głosi, iż to stąd wzięła się intrygująca barwa jej wejrzenia. A bezkres nieba, jaki się w nim rozciąga, w sercach wielu istnień budzi niepokój. Na tym wątpliwym fundamencie powstały legendy z kolei o domniemanym opętaniu Realynn przez różnorakie demony. Nic podobnego. To znak, że patroni przyrody czuwają nadeń w swej opiece.
Miała trzy siostry, a bynajmniej zanosiło się, ażeby miała je posiadać. Nigdy jednak nie utraciła statusu jedenaczki, oczka w maminej głowie. Od najmłodszych lat smakowała zarówno spartańskiego rygoru, jak i miłości ojcowskiej. Nawet ona nie wie, dlaczego wpojono jej wojowniczą zdolność, kolidującą tak znacznie z dworską etykietą, której zalążek pozostawiła w niej po sobie Hortensja. Wzrok was nie myli. Ta dzikuska dobrze wie, jak i kiedy powinna się zachować. A między uszami mogłaby nieść stos ksiąg. Wracając...
Trenowała pod bacznym okiem Narcyza, pełniącego zaszczytną funkcję porucznika. Ten przelał na nią całą swoją wiedzę, z odzwierciedleniem w praktyce. Matka małej Lynn była bliska załamania. Sądziła, że nie dla dziewczyny ubita ziemia i krwawe bitki. Chciała dla niej czegoś więcej. Ale nie mogła wiedzieć, że dla młodej nie było nic lepszego, poza urokami wojny. Dorastała, kwitnąc w ulubowaniu do cierpień żywota.
- Ból jest Twoim przyjacielem. Pamiętaj: jeśli go czujesz, to znaczy, że żyjesz. - Wpajał jej tata. Z tymże przekonaniem, wraz z nadejście siódmego roku poczuła się nader żywa. Narcyz zginął na froncie, jak to zawsze powtarzał za żywota... "W obronie ojczyzny" zginął. W skołowanym umyśle dziecka kłębiły się różne myśli. Ale właśnie wtedy pojęła, że teraz ona musi zaopiekować się matką, wejść w ojczystą skórę. Zresztą, obiecała mu to przy okazji jednego z polowań. Przyrzekła, że jeśli kiedykolwiek coś się stanie, zajmie się Hortensją. Była to kobieta niezwykle delikatna i wrażliwa. Pochorowała się z tęsknoty za mężem. A Lynn nic nie mogła na to poradzić. Niespełna rok potem została sama. Nie odczuła tego specjalnie, w życiu nie będąc specjalnie przez rodzicieli doglądaną. Pozostawiła dom rodzinny w zgliszczach, zaklinając się w duchu, że kiedy stanie na nogi, na powrót tchnie w niego dobrą energię. Jednak wtedy, czuła jedynie obezwładniający chłód, jaki bił od drewnianych ścian. Nie... To nie był już jej dom.
Nie było trudno przeżyć dziecku, mimo nietypowej urody. Wilki litowały się nad znajdą, a ona koczowała po tawernach i chatach, by potem rozpłynąć się w powietrzu. Żadna sielanka nie trwa wiecznie, mimo powszechnych przekoniań. Wojsko przyłapało ją na gorącym uczynku, w chwili w której podwędziła przypadkowemu mężczyźnie sakiewkę z pieniędzmi. Ale jakże trudno było im ją dopędzić! Próby spełzły na niczym, kończyły się fiaskiem jedna po drugiej. Diabelska latorośl stała się poszukiwana. A gdy nareszcie udało się ją pojmać, spotkano się z ostrym buntem i chłodem stali, tnącej ścięgna w przypadkowych szarpnięciach łapy. To dziwne, że tak drobna dziewczynka była w stanie utrzymać masyw żelaza i kamienia. Niecodzienny potencjał wyzierał z jej oczu, bił od niej niczym ciepło od palonego drwa. Tak rozpoczął się jej trening. Zamieszkała w barakach, by w przyszłości stać się maszyną do zabijania. Jakiś czas później poznała tam swoją przyjaciółkę, księżniczkę Mossheart. Wspierały się wzajemnie, w tych trudnych dla nich czasach. I razem wyruszyły na mozolną bitwę, która w swych żniwach odebrała im rodziny. Coś się stało. Coś je rozdzieliło. Możliwe, że bataliony zostały porozsyłane w inne strony kraju. Gdy wojna ujrzała swój kres, a ziemia nasiąkła wystarczająco szkarłatem krwi, Realynn znów zniknęła. Rozmyła się w eterze, egzystencję swą pozostawiając w łapach wieszczy. Dlatego nikt nie wiedział, czy poległa w bitwie, czy może zaszyła się gdzieś na dobre, chcąc wrócić do siebie. Hektolitry wytoczonej posoki odebrały jej zmysły, według obiegowej opinii, jaka zawisnęła w państwie nad tajemniczą sylwetką cichej zabójczyni.
Tymczasem ona powróciła do domu, gdzie po raz pierwszy zaczerpnęła powietrza. By móc odbudować go po latach, najęła się u pewnego rzezimieszka, początkowo stanowiąc łapy od brudnej roboty. Kontynuowała trening, a wędrując tak od zleceniodawcy do zleceniodawcy już jako asasyn, pochłaniała niezbędną wiedzę. Niezawsze godną. Zamoczyła opuszki swych łap w mrocznej magii, jednak nigdy jej nie praktykowała. Przez wzgląd na rodziców, bo zapewne poprzewracali by się w grobach. Jakby niedostatecznie już ich zawiodła.
Predyspozycje oraz umiejętności z czasem nabyte rozsławiły ją na cały Rzym. Nadały dziesiątki imion. Wysnuły parenaście ballad i baśni o jej odwadze... Słyszeliście zapewne o dwóch stronach medalu. Sława nie była tą pożądaną. Zmusiła samicę do ukrycia się. Zamaskowania wszelakich oznak bytu.
Ostatnimi czasy została odnaleziona przez Mossę. Ojczyzna znów jej potrzebuje, ale czy aby na pewno..? Czy znów przyjdzie jej mordować w obronie wilczej elity? Jeśli tak, przystanie na to z najdzikszą chęcią, ale póki co... Pozwólmy, by los przągł tę nić. Niech toczy się koleją rzeczy. Na to bowiem, nikt nie ma już wpływu. Pozostaje nam wierzyć, że odwleczemy nieuniknione. Pytanie, na jak długo?
Zastrzegam sobie prawo do modyfikacji karty.
Saturday, 20 October 2012
Mossheart
Mossheart / Morta Hess
Wilk Przewodni
Wilk Przewodni
183cm / 169cm
29 wiosen
Wilkołak
Wilkołak
Średniej wyskości wilkołaczka, o muskularnej budowie. Idealne wprost wyczucie równowagii, sprawia, że jest ona trudnym przeciwnikiem w walce. Preferuje walkę piką, lub lekką, długą szablą. Często można ją spotkać na arenie, praktykującej swą celność na równoważniach.
Charakteryzuje ją nakrapiany łeb i gęste futro przypominające wachlarz. Pasy na łapach, domalowuje sama.
W postaci ludziej jest nieco niższa, drobniejsza. Rude, skręcone lekko włosy opadają na ramiona. Postać ta jest niezwykle niepozorna, jednak posiada niemniejszą siłę niż feralne wcielenie Moss.
Urodzona jako pierworodna córka Mlecza, ówczesnego Wilka Przewodniego. Pierwsze lata jej życia minęły w spokojnej, rodzinnej atmosferze. Nieświadoma panujących między jej rasą i kotołakami napięciami, cieszyła się życiem i byciem kapryśną 'księżniczką'. Wszystko zmieniło się wraz z wybuchem wojny...
Najpierw nie było w wiosce taty, później zniknęła na polu walki połowa ludności. Zaczęło brakować prowiantu, a podpalenia i choroby teroryzowały wilczą społeczność. Zwycięstwo przechylało się ku kotołakom...
W wieku 12 lat przystąpiła do wojska. Poznała tam Lynn, wraz z którą zakończyła trening i wuruszyła na pole bitwy. Ostatnie, najkrwawsze lata wojny zahartowały obie samice. W tamtych latach, Mossheart straciła też swych rodziców.
Po powrocie do wioski musiała poradzić sobie nie tylko, z głęboką mentalną traumą ale także z nowym obiwiązkiem... Po śmierci obojga rodziców, to ona została wybrana została Wilkiem Pzewodnim. Odreagowywała poprzez wzmorzony trening, oraz pomoc swym poddanym w odbudowie miasteczka.
Nigdy nie wierzyła w swoje zdolności przewodnika, polegając w dużej mierze na zdaniu swych doradców. Teraz, wrażliwa i wbrew pozorem mało stanowcza Moss potrzebuje ich bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie szepcą o zbliżającej się wojnie, nieumarli plądrują las....
Po raz kolejny, wilkołaki stają przed twardymi wyborami.
"The clearest way into the Universe is through a forest wilderness" Najpierw nie było w wiosce taty, później zniknęła na polu walki połowa ludności. Zaczęło brakować prowiantu, a podpalenia i choroby teroryzowały wilczą społeczność. Zwycięstwo przechylało się ku kotołakom...
W wieku 12 lat przystąpiła do wojska. Poznała tam Lynn, wraz z którą zakończyła trening i wuruszyła na pole bitwy. Ostatnie, najkrwawsze lata wojny zahartowały obie samice. W tamtych latach, Mossheart straciła też swych rodziców.
Po powrocie do wioski musiała poradzić sobie nie tylko, z głęboką mentalną traumą ale także z nowym obiwiązkiem... Po śmierci obojga rodziców, to ona została wybrana została Wilkiem Pzewodnim. Odreagowywała poprzez wzmorzony trening, oraz pomoc swym poddanym w odbudowie miasteczka.
Nigdy nie wierzyła w swoje zdolności przewodnika, polegając w dużej mierze na zdaniu swych doradców. Teraz, wrażliwa i wbrew pozorem mało stanowcza Moss potrzebuje ich bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie szepcą o zbliżającej się wojnie, nieumarli plądrują las....
Po raz kolejny, wilkołaki stają przed twardymi wyborami.
Szanowana przez swych poddanych, głównie za oddanie i szczerość. Moss umie cieszyć się życiem, a także znajdować radość w najmniejszych nawet rzeczach. Nigdy nie uważała się za lepszą od innych, wręcz przeciwnie. Jest dla siebie ostra i zawsze popycha do samego końca swych możliwości. Praktycznie nie śpi...
Czasami brak jej jednak stanowczości i pokłada wiele wiary w Marsie czy radach Neisseri. Wielu krytykuje ją za to, inni cieszą się z jej szczerego zainteresowania dobrem ogólu. Źle czuje się wsród ludzi, a jej uprzedzenie wobec kotów jest nieopisane. Jakby nie było, to przez nie zginęło pół jej Rodziny.
Mossheart mocno wierzy w moce Leśnych Dusz i od zawsze wspierała wioskowych szamanów. Ma też znajomości, o dość mrocznych imionach...
I will cast away the stones, that hold down their hearts."
(Dokończę to... kiedyś.)
Thursday, 18 October 2012
Noxxis Shenterei
Noxxis Shenterei
Wygląd:
Nox jest w miarę równo zbudowanym osobnikiem, o wzroście
dużym, bo w okolicach dwóch metrów. Waży nie więcej niż 90 kilo, z czego
większość to mięśnie a nie tłuszcz dzięki bogom. Cóż jednak od ludzi odróżnia
go jedna rzecz. Mianowicie jest kotołakiem o aparycji tygrysa. Dysponuje
formami: w pełni ludzką i pośrednią, czyli antropomorficzną wersją tygrysa. Umaszczenie tygrysa jest mniej więcej
jednolite – w miarę jasno-pomarańczowe, z niewielkimi odchyłami w stronę
jaśniejszej lub ciemniejszej. Paski są czarne.
( ludzka forma bez okularów i w czerwonych szatach ^^ Ciężko znaleźć odpowiedniego Arta)
Charakter:
Historia:
Urodzony: Nie tak dawno, bo raptem 25 lat temu. Niewielka
mieścina w górach, to miejsce, które możne nazywać domem, ale tego nie robi, bo nie lubił tamtego
miejsca. Od najmłodszych lat uczony w sztuce walki mieczem, włócznią oraz
tarczą. Przeszedł gruntowne przeszkolenie u pewnego eremity, u którego odebrał
także pierwsze nauki filozoficzne. Nie pamięta swoich rodziców i nie bardzo go
oni obchodzą. Stara się żyć raczej chwilą teraźniejszą, a nie przeszłością.
Umiejętności:
Cóż… Jakby to powiedzieć. Nox jest… specyficzny. Eremita,
który go uczył, nie nauczył go tylko i wyłącznie filozofii. Nauczał go także o
prawdziwych imionach. Prawdziwe imiona, to są nazwy przedmiotów w języku
starych ludów. Znajomość prawdziwych imion pozwala mu wpływać na te przedmioty,
aczkolwiek w ograniczonym zakresie i nie będzie mógł zrobić zimnego płomienia,
etc. Został nauczony także kowalstwa, jednak nie na jakimś wyjątkowo wyskoki
poziomie.
Teraźniejszość:
Aktualnie nie zajmuje się niczym ważnym raczej stara się
przeżyć, nie zwracając zbytnio cudzej uwagi na siebie.
Insanistis Praeteritus
Pogratulować wariatom, oni przynajmniej wiedzą, że są chorzy...
To moja droga, z piełka do piekła
W dół na złamanie karku gnam
Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla
Nie zrywa mostów, nie stawia bram
Po grani, po grani!
Nad przepaścią, bez łańcuchów bez wahania. Tu na trzeźwo diabli wezmą Zdradził mnie rozsądek - drań W wilczy dół, wspomnienia zmienią Ostrą grań!
J. Kaczmarski
|
Sylwetka chociaż kobieca, to delikatna i drobna. Wąskie ramiona, cienki kark, delikatne dłonie
o długich palcach. Wrażenie upadłej zjawy potęguje, pozbawiona pigmentu, wręcz biała skóra, mogłoby się wydawać, że jest miejscami przezroczysta. Rzadko się zdarza, że zdrowy rumieniec pokryje jej policzki, jednak gdy to się dzieje, dziewczę nagle zyskuje niepowtarzalnego uroku.
Włosy ma równie białe jak i skórę, może to ze względu na bycie albinosem? Sięgają jej trochę za ramiona, opadając falą gęstych splotów. Oczy barwy białego złota, czasami nabierają stalowego odcieniu, otoczone na zewnętrznej linii tęczówki ciemnym kręgiem.
Najczęściej porusza się po mieście w chitonie, co zabawniejsze, chociaż jest niewolnicą jest on z drogiego materiału, o barwie krwi. Na prawej kostce ma łańcuszek zrobiony ze srebrnych splotów,
Włosy ma równie białe jak i skórę, może to ze względu na bycie albinosem? Sięgają jej trochę za ramiona, opadając falą gęstych splotów. Oczy barwy białego złota, czasami nabierają stalowego odcieniu, otoczone na zewnętrznej linii tęczówki ciemnym kręgiem.
Najczęściej porusza się po mieście w chitonie, co zabawniejsze, chociaż jest niewolnicą jest on z drogiego materiału, o barwie krwi. Na prawej kostce ma łańcuszek zrobiony ze srebrnych splotów,
obejmujący jej nogę dwukrotnie. Na ubranie wieczorami zakłada płaszcz z ciemnego materiału, przylegającego do jej ciała, tylko kaptur opada na jej ramiona łagodnymi falami.
Psychika albinoski jest co najmniej skomplikowana... Składa się z co najmniej dwóch części, co może zaskakiwać niektórych. Głębiny jej psyche są niezbadane, jak dno jednego z wielkich oceanów. Na co dzień bywa trochę zagubiona, dziecinnie naiwna, o marzycielskim spojrzeniu, błądzącym pomiędzy ludźmi. Bywa strachliwa, płocha, boi się ludzi, w szczególności mężczyzn, dlatego, też jest uległa. Idealna niewolnica, można by rzec. Jednak nie. Gdy dopadają ją wizje, bywa różnie. Najczęściej odcina się wtedy całkowicie od rzeczywistości, opisując przypadkowe zdarzenia, które jej oczy obserwowały gdzieś wśród czasu i przestrzeni, nie docierają wtedy do niej żadne słowa. Jednak bywają dni, gdy w trakcie wizji można z nią normalnie rozmawiać. Najczęściej jest wtedy arogancka, wredna, cyniczna wręcz, bez problemu może odpowiadać na zadawane jej pytania, co zabawne... To wygląda, jakby ktoś przejmował kontrolę nad jej własnym ciałem, co wielu przeraża. Mówi wtedy naprawdę nieprzyjemne rzeczy, nieraz bolesne, nieraz kłamstwa, a jednak niektóre z nich się spełniają.
Prawdziwym imieniem oraz nazwiskiem dziewczyny jest... Właściwie nie za bardzo wiadomo co. Jej ojciec zwał się Klaudiusz Kaeso, z pochodzenia Rzymianin mieszkający w Rusaddir, jego dziecko nie pochodziło z prawego łoża, gdyż jego rodzina nie zgadzała się na ślub z jedną z chrześcijańskich panien. Imienia jej matki nikt nie pamięta, może ze względu na to, że była tylko zwykłą niewolnicą. Dziecku nadano imię Merophe, przyjęła zaś nazwisko Kaeso, jednak trafiła do matki, gdzie wychowywała się jako niewolnica. Już od piątego roku życia, widać było, że coś nie gra. Od małego widziała, rzeczy które nie istniały, wiedziała o rzeczach o których mieć pojęcia nie powinna, potrafiła przepowiedzieć przyszłość. Jej pierwszy właściciel, gdy tyko osiągnęła dziesięć lat ją sprzedał. Wtedy to trafiła, Tercjusza Urbana, mieszkańca Rusaddir pochodzenia etruskiego. Był dla niej nawet dobry, nie kazał jej sprzedawać własnego ciała, ani nie wykorzystywał jej w żaden sposób dawał jeść oraz znalazł jej ciepły kąt do spania. A jednak... Kazał jej robić coś, za co nienawidziła siebie oraz każdego kogo napotkała. Kazał jej przepowiadać przyszłość. Owszem, zarabiał na tym krocie, a jednak, ból, otumanienie związane z podejmowaniem kolejnych wizji, są zbyt trudne dla zaledwie 17 letniej dziewczyny.
Pracuje, o ile można to powiedzieć o niewolnicy, u Tercjusza Urbana. Wróży dla ludzi ich przyszłość, po części to jej winą są te wszystkie polowania, bo potrafi nieraz ustalić gdzie znajdą następnym razem wilki lub koty, wszyscy Ci myśliwi. Jednak jej właściciel, ze względu na coraz bardziej liczne wybuchy gniewu chce ją sprzedać, nawet ostatnio odgrażał się, że dopłaci każdemu kto weźmie krnąbrną niewolnicę.
Wednesday, 17 October 2012
Noreen
Noreen, Leane.
Tak brzmią oba jej imiona.
Urodziła się w dość biednej, irlandzkiej rodzinie. Skromność
rodziców nie przeszkodziła jej w
pokochaniu całego świata, a szczególnie otaczającej człowieka przyrody
jak i innych ludzi. Życie nauczyło ją jednak tej złej strony ludzkiej natury i
na co dzień przejawia ona zupełny brak zaufania dla nieznajomych.
Z natury jest nieco zarozumiała, dzieliła dom bowiem z
dwójką braci, którzy nie szczędzili jej kąśliwych uwag i psikusów. Uodporniała się
na nie przez lata, przybierając właśnie taką, a nie inną postawę. Miłość do
rodzeństwa i dobre wychowanie sprawiły, że potrafiła ona podzielić się
chociażby ostatnim okruszkiem chleba.
Do Rzymu trafiła zupełnie przez przypadek, zmuszona szukać
lekarstwa dla swojego śmiertelnie chorego dziadka. Tylko w tym mieście znano
lekarstwo na tę chorobę, nie udało się jednak go uratować… Pogrążona w wielkiej rozpaczy poznała okolicznego
dowódcę wojsk, w którym się zakochała..
Wkrótce została jego żoną, zyskując wysokie stanowisko społeczne, jak i
sławę. Zamieszkała w Italii na stałe,
zostawiając Irlandię daleko ze sobą. Tęskniła jednak za tymi magicznymi,
zielonymi terenami i ciepłym, niemal codziennym deszczykiem. W Rzymie było tak szaro i ponuro..
Obecnie mieszka sama, przekonana że nigdy więcej się nie
zakocha, ani nie założy rodziny. Skąd takie przekonanie? Jej oficer uświadomił
jej, że życie to nie bajka, w której może sobie czekać na księcia z białym rumakiem.,
więc pomimo jej romantycznej duszy, postanowiła żyć zupełnie sama.
Potrafi być tak samo bezczelna, jak miła i potulna. Często
pokazuje swoje pazurki, tylko po to, aby coś uzyskać. Jest przebiegła niczym
lis, nic też nie ujdzie jej uwadze. Doskonale negocjuje, ale jej poważnym
problemem jest zupełny brak umiejętności kłamania. Prawdę, nawet tą najgorszą
mówi rozmówcy prosto w oczy, nie waha się co do swoich decyzji ( które nie
zawsze są słuszne.)
Jej szalone pomysły zna już chyba pół miasta, ma dość…wybuchowy
charakter.
Średniej długości, ciemne włosy sięgają jej trochę ponad
smukłe ramiona. Lekko zadarty nos i nieskazitelna cera, wraz z delikatnymi
rumieńcami nadają jej dziewczęcego wygladu. Ktoś, kto jej nie zna, mógłby
pomyśleć, że ma około 18-stu lat, gdzie tak naprawdę liczy ich 25. Ciemne,
gęste i długie rzęsy okalają niemal kocie, intensywnie zielone oczy. Malinowe,
pełne usta zakrywają białe, nawet proste zęby. Sylwetkę ma raczej smukłą,
pozbawionych zbędnych kilogramów, co zapewnia dośc dobrym genom. Liczy sobie 169 cm wzrostu.
**CIEKAWOSTKI **
-Gdy była mała, cierpiała na dolegliwości układu
oddechowego. Medycy nie mieli pojęcia co jest grane. Podejrzewali nawet, że
wkrótce umrze, ale tak się nie stało.. (objawy podobne do mukowiszczydozy)
Wszystko po czasie wróciło do normy.
-Ma bliznę na łopatce, po pierwszym polowaniu jej młodszego
brata.
-Dość dobrze włada bronią.
-Potrafi spać niemal na stojąco.
-Nieźle się skrada i walczy (jak na dziewczynę), popełnia
jednak wiele błędów i przegrywa walki.
Tuesday, 16 October 2012
FAQ
FAQ czyli Często Zadawane Pytania
Czy mogę dołączyć rasą inną niż trzy podstawowe?
Oczywiście Starożytne Cesarstwo Rzymskie, jak każdy wie było pełne mitologicznych stworzeń oraz barwnych ludzkich postaci - gladiatorów, buntowniczych niewolników, kupców i egzotycznych handlarzy. Tworząc swoją postać zastanów się jednak gdzie i z kim Twoją postacią będziesz mógł/mogła grać. Osobiście nie chciałabym utknąć w jednym miejscy miasta czy lasu z limitowanymi opcjami gry.
Klimat i fabuła są opisane po to by się ich trzymać!
Czy związki między-gatunkowe są dozwolone?
Jeśli o chodzi o związki łak - człowiek, czy też dwoje łaków różnych gatunków, to obie rasy pozostają niepłodne. Koniec końców to nie Sherk tylko rpg, na którym chcemy zachować pewne granice prawdopodobieństwa mających miejsce wydarzeń.
Czy można zabijać postaci innych graczy?
Oczywiście, by popełnić takowe 'zabójstwo' trzeba uzyskać pozwolenie gracza danej postaci.
Zabita w grze postać, dzięki naszym "kochanym" nekromantą może powrócić do gry... Jednak nieco pozbawiona rozumu i wolnej woli.
NOTE
Hezār-o Yek šab
Prae Att'Him
Kotłaczka
21 lat
❦
Prae Att'Him
Jedna, jedyna córka Estery, siosty poprzedniego króla kotołaków. Fakt, iż pochodzi z nieprawego łoża został sprawnie zakamuflowany, gdy jej matka pospiesznie została wydana za miejskiego geografa. Prawdziwy ojciec Prae był jednym z miejskich asasynów, który plugawie wykorzystał jej młodą matkę.
Prae widziała swego prawdziwego ojca tylko raz, kiedy to zawitał w jej rodzinnym domu w dzień jej narodzin, radząc by Estera pozwoliła mu pozbyć się "ich problemu". W swej bezczelnej brutalności biedak, zapomniał o wpływach jakie miała królewska rodzina. Z tamtego spotkania Prae pamięta jedynie trzy słowa - Prey at him. - Zniszczcie go. - rozkaz wydany gwardii, przez jej matkę.
Asasyn jednakoż uciekł, nim gwardia mogła wypełnić wolę Estery. Powiadano później, że udał się ku północnym górom.
W młodocianym wieku nazywano ją Panienką, bądź Dzieckiem. Wedle kotołaczej tradycji oczekując dnia, kiedy dziewczę przemieni się w swą feralną postać i będzie mogła sama wybrać imię, które chce nosić. Świadoma swego pochodzenia oraz z pamięcią tego jedynego spotkania, nie zastanawiała się długo. Wybrała słowa, które unosiły się nad łożem porodowym gdy przyszła na świat.
Nic nie ma dla niej takiego znaczenia, jak wypełnienie matczynej woli.
Charakterystyka
Prawdziwa arystokratka, wręcz dandyska. Zdaje się flegmatyczna w obejściu, jednak skrywa w sobie ogień, który napędza ją do ciągłego działania. Szybko się nudzi i lubi okupować swój umysł trzeźwo myślącym towarzystwem (na koszt którego się zazwyczaj bawi). Myśli szybko, jednak nie działa bez planu. Z kocią elokwencją podejmuje się swych działań i politycznych gierek. Zazwyczaj brak jej czasu na dysputy, bowiem wiecznie znajduje się jeszcze coś, co można zrobić by zapewnić bezpieczeństwo Biralii.
Choć w obyciu zdaje się obłudna i przywdziewa maski to jednak trzyma się wszystkich kocich zasad. Nigdy nie kłamie i dlatego też rzadko składa obietnice. Jeśli chodzi o zaufanie... Cóż, nie obdarowuje nim zbyt wielu. Brak jej czasu na związki inne niż polityczne, a tylko głupiec wierzy politykom i kupcom. Jeśli jednak komuś miałaby ufać, lub zwyczajnie uznać za przyjaciela byłby to Gabriel, jej kuzyn któremu służy za doradczynię.
Jak na kocią arystokratkę przystało ma zamiłowanie do bogactw i wygody. Nie przepada za cieniem i chłodem. Przyciśnięta do muru okazuje jednak wytrzymałość godną niejednego żołnierza.
Umiejętności
Choć nosi ze sobą sztylet unika walki ostrzem. Kiedy dochodzi to tego typu starć korzysta ze swej pierwotnej formy - potężnego tygrasa o miażdżącej sile. Nie posiada przemiany feralnej, lecz nie doskwiera jej to zbytnio. Jak sama mówi, prawdziwe zwierze ma czasem niezwykłą przewagę nad bestią.
Biegle czyta i pisze oraz włada również greką i hebrajskim.
Tysiąc i jedna noc...
Odkąd tylko w Biralii ponownie padło słowo "wojna" Prae nie próżnowała. Wykorzystując swe wpływy, jak i niemały majątek odziedziczony po matce zbudowała sobie sporą armię pod przywództwem Blubarba. Ma także szereg informatorów sięgających poza okręg Rusaddir. Jest niezwykle aktywna w kręgach politycznych i raz po raz żartobliwie stwierdza, że "Obrona wioski leży na jej barkach".
Jej poglądy są jednak pacyfistyczne. Chociaż niejeden kotołak nie może się doczekać, by zanurzyć swe pazury w wilczej gardzieli, Prae zdaje sobie sprawę z tego, że na wojnę jest za wcześnie. Wraz z poznanym w ludzkim areszcie Marsem robią co w ich mocy by odwlec w czasie potyczkę pomiędzy rasami, jednak ostatnie działania wilków mocno martwią Panią Att'Him. Poczynania Wagtail'a doszły już jej słuchu i Prae prędzej zginie niż pozwoli wilkom zdobyć legendarny artefakt. Dlatego też planuje tajną misję...
Po powrocie z dalekiej wyprawy u jej boku ponownie stanęła Eile w roli kolaboratorki. Jedyna osoba której Prae potrafi zaufać rozpoczęła współpracę z Att'Him najęta jako gosposia. Prae zatrudniła ją, stwierdziwszy, że "jest coś w jej spojrzeniu". Z czasem okazało się jednak, że to "coś" wystarczyło by zainicjować przyjaźń pomiędzy dwiema niezwykle różnymi od siebie kobietami i sprawić, że Eile jest teraz szanowaną w Biralii dworzanką.
Ciekawostki
❦ Estera, zginęła w czasie wojny, tak samo jak Romulus, ówczesny król i ojciec Gabriela.
❦ Po śmierci matki, drogi jej i ojczyma rozeszły się, a Prae zamieszkała z zamku Rodu Przewodniego. ❦ Wtedy też stała się nieoficjalną prawą ręką Gabriela, poszerzając tym samym swoje wpływy i zaczynając karierę polityczną.
Subscribe to:
Posts (Atom)






.png)










